wtorek, 14 maja 2013

Planowa notka

Jako że w planie dzisiejszego dnia była notka na blogu piszę takową. Wczoraj było tragicznie i masakrycznie źle. Pod wieczór czułam się już tak fatalnie, że musiałam koniecznie coś z tym zrobić. Zrobiłam więc plan dzisiejszego dnia zawierający również sprawy konieczne do załatwienia w mieście, a mogłam o nich zapomnieć. Może to zabawne, ale moje zapominalstwo staje się coraz większe. Pomyliłam np. datę spotkania z Madzią i robienia pazurów. I takie tam.

Do planu też niełatwo było mi się zabrać. Ważną rzeczą było wypisanie sobie czynności, które sprawiają, że przyrastam do kanapy, czyli net i latanie w kółko po tych samych stronach, bzdurne gapienie się w tv, siedzenie na kanapie i użalanie się nad sobą, jestem w tym mistrzynią....Czyli net, tv i kanapa.

Świeżo po lekturze Briana Tracy i jego żaby muszę stwierdzić, że jest to jakiś sposób. Coś tam w głowie pozostało, a może poniedziałki mają to do siebie, że są takie właśnie rozmemłane?

To lecę dalej czynić i kreślić, bo jeszcze trochę tego zostało....

piątek, 10 maja 2013

Uziemiona

Jak w tytule - jestem:), rwa kulszowa. Jak zwykle w takich sytuacjach doceniam czas, kiedy jestem zdrowa i na chodzie. Zastanawiam się po co wynajdować sobie problemy, kiedy jest pięknie i cudnie, bo jest po prostu...normalnie. Tylko chorobą duszy można to wytłumaczyć.
A propos choroby duszy wczoraj zadzwoniłam do terapeutki i podziękowałam jej za dalszą terapię. Rosło to we nie od dłuższego czasu, klamka zapadła po rozmowie z M. Kobita mówiła wiele rzeczy, których nie powinna mówić. Wymówiłam się kłopotami finansowymi, stwierdziła z wielkim żalem i smutkiem, że sobie nie poradzę. Dzięki temu utwierdziłam się w swojej decyzji. I na przekór Ci pani Alino - dam radę! Czułam się ostatnio trochę jakbym pisała listy do poczytnego magazynu dla kobiet, a ona była redakcją, która odpowiada na moje listy. I tyle w temacie.
Doszłam również do fajnego wniosku: zamiast się miotać między zmywaniem, sprzątaniem, czytaniem a plewieniem warto pomyśleć: mam wybór, jakie to szczęście, że mogę wybierać, co chcę robić, jestem wolna, nikt mi nic nie każe, nikt nie stoi nade mną, jestem już duża i mogę sama decydować co będę robić. I nic nikomu do tego, jakie będą efekty.
Dziś nie poszaleję, w sumie luz, w domu bałagan, a ja nic z podłogi podnieść nie mogę, nie odkurzy się, zmywam ręczne, bo łatwiej mi tak niż wkładać do zmywarki:) Prysznic (może się uda), kuchnia, norweski i Larsson, może porządek w kompie. Sama w domu do co najmniej 15 i mimo bólu jakiś taki luz psychiczny. Jest fajnie:)

Ach i jeszcze cytat z Beaty Pawlikowskiej, taki który powinnam sobie codziennie przypominać:

No, miłego dnia:)


piątek, 3 maja 2013

Bezcelowość

Wszystko jest bezcelowe, bo i tak cokolwiek bym nie zrobiła nigdy moi rodzice nie będą zadowoleni ze mnie. Co więcej, oni tego nie potrzebują, dobrze jest kiedy do niczego się nie nadaję, nic nie umiem, nic nie wiem. Więc po co mam się starać? Nie muszę, nikt mnie po główce nie pogłaszcze, nie pochwali. Dla siebie? Mnie nie ma, nikt mnie nie widzi, jestem mała jak okruszek. Tak, mam 36 lat, dobrego męża, dwójkę fantastycznych dzieci i zamknęłam się w świecie, w którym ciągle mam 8 lat (11:48)


Tak, całe sedno tkwi w tym, że nie chodzi o to, że ja nie spełniam ich oczekiwań, oni ich w ogóle nie mają wobec mnie, bo mnie....nie ma. Istnieję tylko w wymiarze ich wyobrażeń na temat jak być rodzicem idealnym, którego dziecko nigdy nie daje plamy, robi tylko to, co rodzic każe, nie skacze, nie odzywa się nieproszone o to, nie zrobi nic bez wiedzy i rady rodzica. Dziecka nie ma, jest tylko rodzic idealny.(11:56)

wtorek, 30 kwietnia 2013

Dziś...

...walczę z rozdrażnieniem, irytacją, sennością, wyrzutami sumienia z powodu zakupu sokowirówki. Nie walczę z: kompulsywnym obżarstwem. Nie wiem jak się zabrać za tego rodzaju walkę. Mam zresztą wrażenie, że im lepiej czuję się psychicznie, tym gorzej z moim zdrowiem i jedzeniem. Zaliczyłam w tym tygodniu ból żołądka i podejrzenie zawału - ból w klatce piersiowej, ekg wykluczyło zawał. Ponoć to nerwoból.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Myśli

Okazuje się, że nad myślami można zapanować. Może to niezbyt odkrywcze, ale gdy uda się choć raz próbuję dalej. To jak trening, trochę jak rzucanie palenia, odsuwać od siebie stare obsesyjne czasem wręcz myśli. Czyli że co? One są jak nawyk? Najpierw potrzebna jest świadomość ich negatywnego wpływu na nasze życie. Potem, gdy się pojawiają walczę, odsuwam, wygrywam. Zwycięstwo daje siłę. Jestem szczęśliwa tu gdzie jestem. Dziś znowu wygrałam.

Taka sytuacja z wczoraj: obca osoba, babcia kolegi Antka z przedszkola próbowała mi wmówić, że źle wychowuję syna. Źle, bo....jest inny niż jej wnuk, który niczego się nie boi, wspina się gdzie popadnie, a Antek trzyma za rękę i jest pełen obaw.  Próbowałam się tłumaczyć, za chwilę dotarło do mnie "dlaczego?". On ma prawo być taki jaki jest, ja to szanuję i nie życzę sobie, żeby ktoś zupełnie obcy próbował to kwestionować. Pani Wiesia nic nie zrozumiała. Jej wnuk to wyjątkowo niegrzeczne dziecko, pełne agresji, uparte. Ale to ich problem i to nim babcia powinna się chyba zająć.

Chleb wczoraj upieczony jest pyszny. Po raz pierwszy piekłam w garnku rzymskim. Do wszystkiego staram się podchodzić z sercem i to procentuje.

sobota, 27 kwietnia 2013

Sobota

Im dłużej siedzę i zbieram się tym bardziej mi się odechciewa. Zwykły leń. A więc dopijam kawę i wstaję, wstaję, wstaję.
Udało mi się uniknąć niechcianej wizyty dzisiaj, wyruszam za to sama w gości. A wczoraj o godz. 22.40 dopadł mnie energetyczny wampir. Najpierw smsem, grzecznie odpisałam, potem telefonem, grzecznie odebrałam. Aaaaaaa, prawie godzina p...olenia bezsensownego, co można by streścić w 5 zdaniach, bez możliwości zabrania głosu przeze mnie. Yhm - to jedyne co udawało mi się wtrącić. Jak można być takim egocentrykiem i myśleć, że 2. osoba może chcieć wysłuchiwać tego o tej porze? Ja tylko chciałam sobie poczytać, ale godzinę później byłam już śpiąca i wypluta energetycznie. W sumie to nie jej wina, bo ja sama nie dałam jej do zrozumienia, że nie mam ochoty z nią rozmawiać. Sama jestem sobie winna. Muszę coś z tym zrobić.
Ruszam 4 litery: ubrać się, wstawić pranie, sprzątnąć w kuchni, odkurzyć, umyć podłogę, ugotować zupę, ugotować psu.

Miłej soboty, ktokolwiek tu zagląda, wiem o jednej osobie, i jej szczególnie miłego dnia:)

piątek, 26 kwietnia 2013

Włosy

Dziś króciutko o włosach.
Dotarło to do mnie wczoraj: kto powiedział, że włosy muszą być gładkie? Po jaką cholerę od ładnych kilku lat walczę z "puszystością" moich włosów? Prostownica, coraz to nowsze kosmetyki wygładzające, a i tak efekt mizerny. Dlaczego nie móc cieszyć się bujną fryzurą? Mam takie włosy jakie mam, zaraz po myciu jest szopa. Ale ta szopa jest moja, jest częścią mnie, jest jakimś tam moim atrybutem, może znakiem rozpoznawczym. Szopa też może być atrakcyjna, bo jest moja.
I tyle w temacie włosów:) kolejne odkrycie zaliczone :) niech żyje szopa!!!!